dobrze wiedzieć

Wszystkie te ukryte działania, które podejmujemy świadomie, bądź nie. Tylko po to, by się do kogoś zbliżyć, lub po prostu bliżej być. Ustępstwa i przekroczenia. Następstwa zdań, których nie wypowiadamy, tak jak i te wypowiedziane niby mimochodem. Zdarzenia, które są naszym udziałem, częściej jednak nie. Udziela się tylko ten żart i ten śmiech. Bo przecież to i tak nie może być prawda. Często w żart obracana, z żartu wynikająca. Chwila śmiechu, cel – pal. Prawdziwe wyznania, na które się zdobywamy.  Wyzwania przeciw i przeciw, którym jest tylko milczenie.

przedwiośnie

„Na strony” – Wojciech Bonowicz

Śnieg nocy i śnieg dnia to dwa różne śniegi.
Noc zabiera swój śnieg i schodzi pod ziemię.
Dzień świeci swoim śniegiem na całe istnienie.
A kiedy noc już wejdzie w najgłębsze milczenie
wówczas w okrągłej ciszy toczymy przed siebie
nasze uparte kule nad nierówne brzegi.

Czytać

Gdy współcześni poeci w większości przypadków rozczarowują, zawodzą [tutaj bez nazwisk], trzeba, czy też pojawia się konieczność, wrócić do tych sprawdzonych i uznanych [tutaj bez klepsydr i nekrologów].

Pisać.

#FFA500

Poznaję go po pomarańczowej kurtce, kolor jest głęboki i intensywny. Wyróżnia się i widać go z daleka. Krótka puchówka z kapturem. Tak różna od burych płaszczy i zgniłych jesionek, w których chodzą ludzie dookoła. Dopiero jeśli się przyjrzeć z bliska, można dostrzec przybrudzone rękawy i linie dookoła suwaka. Kurtka nadal jest pomarańczowa, a barwa nasycona. Ciemne plamy czasu i zużycia wcale nie gubią koloru, tylko trochę bardziej równają do czerni.

kontrast

Pod oknem mojego mieszkania leży skrzynka. Jedna z tych, w których sadzi się kwiaty na balkonach. Musiała być pusta i spaść niesiona podmuchem wiatru. Wypełniona ziemią z trawnika, w ziemię wrośnięta. Zieleń skrzynki miesza się z zielenią trawy, która w niej wyrosła. Upiorna rabatka ogrodowa. Teraz wypełniona śniegiem, od śniegu odznacza się prostokątem krawędzi. Biel wypełniona bielą.

#FFFF00

Ściany w jedynym pokoju mieszkania, które na własną potrzebę nazywam moim, są żółte. Bardzo jasna żółć, która rozświetlona słonecznym dniem mogłaby wydawać się atrakcyjna, tak naprawdę ciemnieje w półmroku i przygnębia. Tyle nazw na określenie szarości i bieli, a żółć we wszystkich jej odmianach pozostaje dla mnie żółta. Wszystko to jednak ginie jeśli zasłonić żaluzje. Żółć dalej jest żółta, ale już nie razi. Wystarczy zmienić kilka parametrów, jak przy obróbce zdjęć.

Dalej jednak jest ściana, dalej jednak jest pokój mojego mieszkania, w którym ściany są żółte. Reszta to kwestia otworów. W mieszkaniu, które nie jest moje, choć tak je nazywam, nie mogę robić dziur. Barwa w swoim odcieniu jest nie do powtórzenia, nie można więc wiercić, zalepiać i zamalowywać. Tak, żeby nie było śladu po moim mieszkaniu. Żeby nie było wiadomo. Nawet nie beton, nie wielka płyta, tylko cegła dziurawka. Istnieją specjalne kołki, specjalne plastry, kotwy i haki. Ściana pęka, a farba odłazi, tynk, gładź i kwestia żółtej farby.