Po debiucie

Oglądając moją książkę i chwaląc się przed rodziną i koleżankami śmieje się. Pół żartem, pół serio mówi, że będą pisać o niej książki, jako o matce. To zupełnie inaczej, niż gdy ja piszę o niej wiersz. Cały tom wierszy, które nigdy jeszcze nie trafiły do publikacji.

Reklamy

Kompromisy

Najpierw najlepiej ustalić jest status. Od serologicznego po majątkowy. Żeby nie było rozczarowań, żeby nie było zaskoczeń. Sprecyzować cele życiowe i cele urlopowe, na które cię nie stać, bo nie stać cię nawet na dentystę, nowe obuwie i zimową kurtkę. Dwa tygodnie będziesz więc siedział w domu. Nie powinno być przecież konieczności wyjazdów i spędzeń. Następnie określić rolę i pozycję w jakiej się znajdujesz. Stronę łóżka, bo lepiej mu się śpi po lewej stronie, na lewym boku. Wtedy łatwiej się wtulić będąc za plecami. A stopy mam zawsze zimne. Potem dopiero można ewentualnie zacząć rozmawiać o literaturze, muzyce i sztuce. No, chyba, że jest fanem Marka Rothko.

Dyletacja

Przeszedłem nad tym do porządku dziennego, nocnego. Nie przechodząc wcale, tylko leżąc. Leżenie też jest przechodzeniem. Dzieje się w czasie, w miejscu, w określonej przestrzeni. Potem następuje już tylko przyzwyczajenie. Ból pleców, ból szyi i inne bóle wynikające z czynności przechodzenia w leżeniu. Pozorne ruchy poziome. Ta pozycja męczy w horyzoncie nawet bardziej niż stan pionowy.

Tydelii podróż dookokła pokoju

Listy z Tydelii – „293825989466396000000000000000000000000000000000000 000000000000000000000000”

Od lat nie robimy nic innego, tylko opisujemy pomieszczenia, w których przebywamy, a więc: okna, drzwi, ściany, podłogi, sufity. Nawet kiedy przebywamy na zewnątrz jednych pomieszczeń, opisujemy inne, w których przebywamy; a więc świat i wszystko związane ze światem.  Nie potrafimy robić nic innego, tylko opisywać mniejsze/większe pomieszczenia. Jesteśmy ograniczeni do pomieszczeń.

Listy z Tydelii – „4754204377346980000000000000000000000000000000000000 00000000000000000000000”

A przemieszczenia? Od lat nie robimy nic innego, tylko opisujemy nasze przemieszczenia, a więc: tu, tam, szedł, szła, szły, szli, idę. Przemieszczamy się, i natychmiast zabieramy się za opisywanie naszych przemieszczeń. Jak nie pomieszczenia, no to przemieszczenia.  Nie stać nas na więcej.

Mieć

„Rzeczy, których nie wyrzuciłem” – Marcin Wicha
Karakter, 2017

Biblioteki są zapisami naszych czytelniczych porażek. Jak mało w nich książek, które naprawdę nam się podobały. Jeszcze mniej takich, które podobają nam się przy kolejnej lekturze. Większość to pamiątki po ludziach, którymi chcieliśmy być. Których udawaliśmy. Których braliśmy za siebie.

Anatomia kury

Po weekendzie, jednym z tych  spędzonych nie zawsze tak jakby się chciało, wróciłem do domu. Wszystko wyglądało jak zwykle. Naczynia nadal były niepozmywane, łóżko niezaścielone, a pranie nieposkładane wisiało na suszarce. Jedyne, co byłem w stanie zrobić to machnąć kołdrą tak, żeby ustawić komputer i móc się umościć w domowym barłogu.

Po dniach niepalenia, niespania, nierozmawiania i bycia nie sobą, na potrzeby odwiedzin u dziadków, na potrzeby zachowania pozorów i pozorowania potrzeb, chciałem pobyć choć przez chwilę. Choćby paląc, będąc, milcząc do siebie, lub zmieniając pozycję leżenia z lewego boku na prawy, z półsiadu leżącego na siad leżący prosty, zasypiając wtulonym w poduszkę, bo przecież nie mam do kogo nie rozmawiać.

Wyszedłem jednak na balkon. Tam się zieleniło, mokrzyło. Paliło, strząsając popiół za barierkę i gasząc papierosa w skrzynce na kwiaty wypełnionej tylko ziemią. W skrzynce jednak poza ziemią leżała obcięta kurza łapa. Przybrudzona ziemią, lekko zaschniętą krwią, obcięta kurza łapa. Pewnie wygrzebana ze śmietnika przez jakąś srokę, wronę lub innego ptaka i przyniesiona w ramach zdobyczy. Odłożona na później. Łapa obcięta, lub będąca pozostałością po rozszarpaniu przez jakiegoś bezpańskiego psa. Makabryczny widok, a jednak tak spokojny i cichy. Zapaliłem papierosa. W ustach jednak czułem niesmak i obrzydzenie mieszające się z fascynacją człowieka, który przecież wcześniej widywał kury, koguty i kaczki.

Dziadkowie kiedyś hodowali kury. Pamiętam skrzynkę z małymi żółtymi kurczaczkami dogrzewanymi lampką. To, jak podbierałem jajka z kurnika i jak kury najadły się sfermentowanych wiśni z kompotu i pijane chodziły koślawo do kurnika.

Wyciągnąłem telefon żeby zrobić zdjęcie. Kuriozum kurzej łapki stojącej sobie w skrzynce na kwiaty. Przez dłuższy czas czułem się zdezorientowany i nawet nie wiedziałem, co zrobić. Wziąłem torebkę foliową i przez chwilę nawet myślałem, żeby zawinąć znalezisko i wyrzucić je do kosza. Szybko jednak obrzydzony odrzuciłem kurzą łapkę za balkon starając się celować w krzaki. Jakbym chciał ukryć ciało, jakbym się wstydził.