strumień

W taką pogodę nie wolno umierać. Ileż to się naczytałem o gnijących ciałach w zamkniętych mieszkaniach. O przeciekaniu przez materac, kanapę, przez sufit. Można by się położyć pod prysznicem, albo po prostu wyjść i nie wrócić. I tylko to piętro zbyt nisko, tylko ten sufit zbyt wysoko. Dźwięk nosi się w pionie. Uderzanie laską o podłogę, uderzanie laską o sufit. W sąsiednim mieszkaniu przez ścianę do pokoju słychać jak wtykam do kontaktu kabel od suszarki. Klik, klik. Za daleko jednak pod prysznic, pod brak wanny, a miska z wodą nie załatwi sprawy. Nie załatwi jej piekarnik, a zwłaszcza  nóż jej nie załatwi, bo noże są tępe i bolą przez skórę. A ja chciałbym, żeby nie bolało. Żeby w końcu nie bolało. Może poczekać. I tak nastąpi koniec świata. Tylko trzeba doczekać. Nie brać kredytów na mieszkanie, na życie, na czas. I tak wszystko.

Poza, flesz i ląduje fotka. Tylko czasem, w wiadomości, ktoś pyta czemu się nie uśmiechnę. Bateria w telefonie się rozładowuje, gdy czekam na windę. Potem widzę jak robi się widno, a ja jeszcze nie wyszedłem z tej imprezy. Miałem się pozbyć trzy godziny temu. Miałem w ogóle nie być. Podejdę kawałek do przodu, żeby było bliżej, wtedy dojazd będzie tańszy, wtedy będzie pod dom. I nawet metro nie jeździ i jest przeciwko. Ale jeszcze może coś się wydarzy. Może będzie. Taki piękny koniec świata. Kiedyś on mnie całował, a przecież od lat nie jesteśmy razem. Od lat on się dziwi, że jestem sam i nie mogę się znaleźć. Sobie kogoś.

Reklamy

3 myśli na temat “strumień

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s