Siad prosty

Mieszkanie wszystko zmienia.

Nadal zostaje jednak materac. Choć oprawiony w kwadrat łóżka, to widok nadal poziomy. Gdzie zalegam po pracy i rozkładam ciało na części pierwsze. Gdzie obrastam w pościele i grzbiety. Książki, które stają ścianą, co dzieli na pół.

Kolejne posiłki dostarczane organizmowi, jako argument na funkcjonowanie, jak wymówka. Dalej jednak ten marazm uwiądu ciała. Calkiem fizyczne objawy, gdzie ból nie jest już zwykłym bólem – tylko zapowiedzią, a sen nie jest zwykłym snem z którego wybudzam się nocami. Z którego wstaję rano, co rano.

Przez żaluzje prześwieca słońce, a ciało mrowi od leżenia, drętwieje od niechodzenia, niewychodzenia – pozoru bywania. Zawsze tylko wracam.

Oni widzieli innych, na mieście, na siłowni, basenie, w centrum handlowym, ulicy, autobusie, spacerze. A jeśli nigdzie nie bywam, nikt nie napisze, że mnie widział. Bo mnie nigdzie nie było.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s