Wieczór

Mówię o tamtym wieczorze, kiedy przyszli. O tym, co na potrzebę przyjęcia nazwaliśmy syndromem pani Dalloway. Przygotowania do i oczekiwania. Gdy tak bardzo człowiekowi zależy by wszystko i wszystkim. Sprzątam mieszkanie i piekę ciasto – jak przystało na okazję – z maku. Rozstawiam kieliszki, butelki wina, otwieracz. Czekam. Denerwuję się. Czekam. Tak bardzo się denerwuję, wieczorem, kiedy przychodzą do mnie i do mojego mieszkania. Mojego na potrzeby tego wieczoru i faktu, że muszę gdzieś mieszkać, znajdować się. Rozkładam ręce i mówię do ścian, że są takie to, a takie. Tutaj jest. Ach no tak, jeszcze świeczki i ja przepraszam, ale tak skromnie i cieszę się, że przyszliście. Bo tak naprawdę, to po raz pierwszy zdarza mi się nazywać wieczór przyjęciem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s