Sonet XLIX

Czasem tak mocno doświadczam i dotykam siebie gołą dłonią po osolonym ciele, że potem już nic nie zostaje. Po bólu jest tylko głucha cisza, której nawet nie da się opisać, bo wszystkie przymiotniki wydają się naiwne i proste. Czasem tak głośno mówię, określam, nazywam, że każde zdarzenie i rzecz traci już swoją pierwotną tożsamość i zapada się w sobie tracąc kształt i sens. Zbyt wiele na raz chciałbym, zbyt szybko i zbyt mocno. Zbyt.

Potem już trudno wrócić do tych wrażeń poniekąd pierwotnych, czy też po prostu pierwszych. Nie poddanych filtracji słowem.

Przeciągam więc czas fałszywie sądząc, że jest po mojej stronie i mi sprzyja. A może sprzyja w nie opisywaniu. Milczenie też bywa złotem.

Zatem może później, jutro, gdy będę miał chwilę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s