Perpetuum mobile

Znowu oszukuję kolejny, który wydaje się niczym… jeden, jeden, jeden. Jeden dzień nic nie znaczy, do jutra, do jutra. I tak mijają kolejne tygodnie, miesiące i ciągle nic. I znowu oszukuję samego siebie, że jeszcze jest, że jeszcze mogę, umiem, potrafię.

Już nawet imperatyw słów nie jest tak silny jak kiedyś. Składam je w myślach, w myślach ulatują i już nie muszę nawet pisać. Frazy… frazesy. Do zapomnienia nie potrzeba wiele. Zaklinam więc rzeczywistość, by móc wydusić z siebie choć kilka zdań ponad wątpliwość. Pewność i mądrość.

Ciągłe odliczanie do piątku, do poniedziałku… Z nadzieją na wieczór i spotka-nie. Z chęcią wyjścia, z chęcią powrotu, w myśl zasady o miejscach, w których nas nie ma.

Jest więc wieczór i są ludzie. Przeginanie nocy na moją stronę, gdy mogę być bardziej sobą, bardziej wolny? Choć ciągle nie umiem znaleźć sposobu działania. Działań motoru. Napędu czy też popędu. Jakbym wszystko zostawił za sobą. Kładąc się spać, czuję jak przez nagie ciało odchodzi dzień, wyparowuje i przechodzi w stan uśpienia, stan oczekiwania dnia. Na sekundę przed myślę, że to już długo nie potrwa. Nie może trwać. Nie chcę.

I ta myśl, że nie mogę sobie niczego obiecać. To jeszcze nie koniec.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s