Zimny ogień czarnnych słońc

I składam się w całopalnej ofierze słońcu. Codzienne spalanie i wypalanie. Skraplanie potów i. Gdzieś jednak pod warstwą stygnącego pyłu i popiołu jest jeszcze żar, resztka żaru. Jako dowód istnienia, dowód bólu i sprzeciwu. Niczym żywy trup, wstający o świcie z nadzieją na ponowne wzniecenie płomieni, na pożar bez końca. Wraz z brakiem tlenu, nie ma racji płomienia.

Brak ciepła.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s