Korowód

Ogłuszam się na różne sposoby. Jedni potrzebują do tego bólu, krwi i mięsa, by ból ciała omamił wnętrze i jego. Inni w ciszy i wyjścia bez wyjścia. Ja zagłuszam wrzask wrzaskiem. Krzykiem. Czasami wystarczy jedno uderzenie młotem, salwa dźwięków. Raz forte, fortissimo innym razem piano, pianissimo. Lecz nigdy nie mezzo, nigdy nie. Zawsze agitato, con dolore

Salwa dźwięków i świateł otumania. W nogach czuję silne vibrato basu. I nie wiem czy to muzyka wprawia moje ciało w drżenie, czy drżę z podniecenia i ekscytacji. Gdy to wszystko, mogę się w końcu oderwać od siebie, oderwać od ziemi skacząc do góry. Na ułamek sekundy, jeden wieczór nie czuć nic ponad tu i teraz, ponad muzykę.

W domu jest przestrzeń, otoczenie nie odrywa, nie odkleja od dnia i nocy. Słuchawki na uszach nie odcinają od rzeczywistości choć bardzo bym ogłuszyć, za. Film oglądany na ekranie komputera nie może się równać z kinową salą, tak jak dźwięki muzyki słyszane w nie-zaciszu domowym nie mogą się równać z tymi na koncercie. Fala emocji, fala ludzi. Mnogość ciał obcych, czy też wspólne ciało. Ręce podniesione do góry, oklaski, okrzyki, i przestrzeń klubu, przestrzeń co odcina, oddala. Pozwala na niepamięć, i nie czucie tego, co poza.

Teraz już wiem, co to daje. Od czego uwalnia. Teraz już znam ten smak, niczym krew… W ustach, co spływa do gardła, z którego wydobywa się krzyk, śpiew… Gardło zdarte tak samo.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s