Kiedy M. stał się…

Kiedy Dorian stał się Dorianem? Czy był nim na sekundę przed wyjściem na scenę gdy za kotarą czekał bez twarzy? Z twarzą przysłoniętą fragmentem konstrukcji rusztowania? Klęcząc i cierpliwie czekając na swoje wyjście, wejście, pojawienie się. Stanie się. Gdy jego portret już istniał, czy był już Dorianem? Z każdym pociągnięciem pędzla każda zmarszczka, każda rysa, rana. Pozując? Czy Dorian urodził się Dorianem z domu Dorianem, czy dopiero. Obraz stworzył Doriana?

Błysk lamp wydobywa postacie ze sceny. Twarze tonące w stroboskopie. Parkiet i kula się, kula kryształowa kula. Muzyka, światło, Akcja! Do ostatniego dźwięku, do spocenia, zmęczenia, upicia, zabicia. Skurczu nocy. Zabij tę noc. Zabij tę myśl. Do rana niczego nie żałuję. Je ne regrette rien. Wielki korowód ciał, fryzur, ciuchów z głębokimi dekoltami i testosteronu kipiącego w oparach dymu, gotującego się w morzu alkoholu. Korowód Dorianów, których jeszcze nikt nie namalował. I ja. Jeszcze ja, nie zapomnijcie o mnie.

Jeszcze ja…

vide: Twarzą w twarz

Reklamy

3 myśli na temat “Kiedy M. stał się…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s