Tiosiarczan amonu

Na ścianach prace w wymiarach. Trochę przestrzeni, gdzie kropki, kreski, linie… Pełno. Prace oświetlone, wyeksponowane i nikt nie ogląda. Każdy, szuka tylko odpowiedniego punktu, w którym światło, poza światłem. Punktu, w którym zdjęcie, na wyciągniecie aparatu. Rama ramienia i błysk flesza. Aparat przyszedł oglądać tu razem ze mną, razem z innymi. I tylko etatowi goście wernisaży jak ten, udają zainteresowa-nie, w oczekiwaniu darmowej lampki wina. Cała reszta to już tylko sztuka.

Mijanie. Na wszystkie możliwe sposoby. Gdzieś, obok, w metrze, na przejściu dla pieszych, albo w korytarzu. Mijanie siebie, mijanie wzajemnie. Czasu… tik-tak, tik-tak. Który minął i choć staram się zatrzymać, choć w słowach, to już dawno poszło w niebyt. Pozostaje tylko szukanie sensu, powodu do utrwalenia i antydatowania.

Wzrok jednak zaczepia o materiał światłoczuły, pozostawiając na dnie oka… wraże-nie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s