Jak Marcel Marceau

Pomarańcz wieczoru jest jak Rzym w płomieniach. To miasto jest wielkie i małe zarazem w swej pojedynczości – jesienne grupowe osamotnienie. Promienie jednak gdzieś nikną mi pomiędzy czerniejącymi budynkami i pędem powietrza, które czuję stojąc w tramwaju tuż koło okna. Słuchawki na uszach… opera. Lubię to wyłączenie się z ze-wnętrza, z otoczenia. Lubię tę pozorną ciszę. Gdy rozbrzmiewa muzyka, przed moimi oczami zaczyna się teatr mima.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s