Z listu do…

Czwartki… kiedy to monotonia dnia codziennego, zostaje zachwiana. Dni, w których zakrzywiają się drogi, a labirynty ulic otwierają nowe przejścia. Rozkład bez-czynności jest inny, odmienny od tego z góry przewidywalnego. I choć czwartki też są cykliczne, to jednak to zaburzenie uwalnia mnie w jakiś sposób. A potem całkiem inne drogi, którymi wracam… niejako sam do siebie. Świętokrzyską, albo Nowym Światem w Chmielną do Marszałkowskiej… zwiedzając po drodze każdą napotkaną księgarnię, oglądając wystawy w sklepowych witrynach… Myśląc o tych wszystkich rzeczach, sprawach, których dowiedziałem się na czwartkowych seminariach. Tworząc w głowie świat, niczym z opowiadania Borgesa.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Z listu do…

  1. ŁKF

    Czyli u Ciebie intelektualne „obiady czwartkowe”, a u mnie hedonistyczne „czwartkowe kolacje”. No proszę jak się upodliłem… (W imię czego…?)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s