Po kilku przeczytanych stronach znów odkładam książkę na bok. Kilka akapitów i kilka odstępów od nich. Po czasie znów wracam do lektury, zdając sobie sprawę, że jedyna wartość w tym czym zakładam książkę, widokówką z Saturnem Goyi, którą dostałem od K., a na której parę słów – to do nich wracam.
Nawet w Madrycie można mieć depresję.
16 Styczeń, 2012 o 19:54
oj, bywa lepsze wrogiem dobrego…