Po nocy, która niczego nie zmienia, bo znów się wraca do siebie dodając plus jeden do stanu skupienia na dniu. Nowy dzień, nowego roku, nowego starego mnie. Wracam na przedmieścia, chciałbym napisać do siebie. I ten nakaz, że trzeba wyjść, potem trzeba wrócić. Trzeba się śmiać i bawić w tę noc końca roku początku. Trzeba się zapomnieć. Rano przypomnieć o tym kim się jest, było i kim się nie będzie. Choć już dawno nie poznaję siebie gdy myślę o przeszłości.
Czasem też myślę, że nie wychodzę, by nie musieć wracać.
10 Styczeń, 2012 o 21:39
ja też od dawna siebie nie poznaję, a raczej poznaję nowo…
20 Styczeń, 2012 o 10:21
[Z] Czasem myślę, że wcale nie trzeba, no prawie ;-) Ziemia się kręci tak czy tak, a na niej miliardy rozedrganych cząsteczek, skupionych jakimś przedziwnym trafem w monady, płynące każda w swym rytmie przez czasoprzestrzeń. Nota bene wypełnioną głównie pustką. Odkryłem [...] właśnie, że jakaś część mnie wróciła z długiej podróży. Nie muszę już pisać do siebie. Tylko ciekawe, jak długo.