Jakbym miał nie swoje. Dłonie w rękawiczkach, które zawsze gubiłem. Jak te z dzieciństwa jednopalczaste, przewieszane przez rękawy kurtki. Mówiłem, że nie chcę, nie potrzebuję, nie lubię i nie. To skrępowanie, w tym skrępowaniu pociły mi się ręce i nie umiałem się odnaleźć, tak jak tych pojedynczych sztuk zgubionych w drodze. Już lepiej zgubić parę i nie żałować, nie szukać.
Jak w wierszu.
Temperatura nie schodzi i nie ma śniegu tego roku. Zakładam jednak na ręce nowe rękawiczki. Nie ważne niedopasowanie do rąk, do kurtki nie płaszcza i nie zimy. Zakładam rękawiczki i czuję się trochę. Jakby bardziej.