O tych, którzy już. Są dla mnie ciągle tymi samymi ludźmi, których znałem i zatrzymałem w czasie lata temu. Zamknięci w skorupie bursztynu, który przechowuje jak klejnot minionych dni. Ja jakby ciągle niezmieniony, a przecież jestem innym. Mają żony, mężów, dzieci i dom. Pamiętam ich, jeszcze niedorosłych, niedojrzałych. Kim dla mnie dzisiaj? Z odległości zmian, które zaszły w ich. Kim ja, kiedy wracam do domu… jeszcze. Kim będę za lat? Zmieniają miejsca zamieszkania, wyjeżdżają, zmieniają nazwiska i stany cywilne, jak stany skupienia, stany świadomości. To wszystko się nie nigdy nie zatrzy-ma-ło… żywica dalej ścieka po drzewie i czeka lat.
Pewien rodzaj ukłucia. Czego? Czego jeszcze? Miasta Utraty?
I gdy nie wyjdzie po raz kolejny, odwracać się? Tylko się nie odwracaj! Nie odwracaj się i nie żałuj drogi M., tego czego nie było, nie ma, lub nie. Czas jeszcze nie jest, jeszcze jest czas. Albo go nie ma – liczy się tu i teraz.
Between – „z innej beczki”
[19 lipiec, 2010]Czy poznajesz w sobie tego chłopca, tego sprzed 10, 15 lat? Czy poznajesz go stojąc na środku Marszałkowskiej w samych i to na dodatek skąpych spodenkach? Czy poznajesz mijając tablice obszaru zabudowanego, na którym każdy nieużytek przejmują samosiejki? Czy poznajesz tego wystraszonego, wracającego w czasie ulewy … czy poznajesz go patrząc na odbudowane ruiny jurajskich zamków. Czy ty jeszcze w ogóle chcesz go znać?
10 Październik, 2010 o 11:54
I’m in constant spin. So turning back again and again is unavoidable I’m afraid. But we shall drink the right wine together someday. And rejoice.
“… and we’ll drink our fill
of the milk of the white goat
or wine, if it is thy will…”