W dialogu… [2]

Często kładłem na wierzchu różne książki tylko po to, by ona je dostrzegła… by zapytała o nie… lub chociaż przeczytała skrzydełko okładki. Prawie nigdy tego nie robi. Już od dawna nie rozmawiamy o książkach tak jak kiedyś, jadąc na przykład pociągiem. Teraz nawet pociągami jeździmy oddzielnie. Ona w swoim czasie ja w swoim. Nie nakładają się na siebie owe czasy… nie zbiegają.

A wszystko to przyszło mi do głowy… Uderzyło mnie po twarzy… Gdy czytałem “Fun Home” tak często myślałem o  tym, co jest pomiędzy nami. Albo właśnie o tym, czego już od dawna nie ma.

vide: W dialogu… [3]

Odpowiedzi: 9 do “W dialogu… [2]”

  1. alexanderson mówi:

    Ja zaś wszystko chowałem, a i tak zostało to wyszperane i posłużyło jej za dowód przeciwko mnie…

  2. Rapitoma mówi:

    No cóż, czasem nie należy uszczęśliwiać innych na siłę…

  3. abiekt mówi:

    A czasem trzeba ujawnić naszą prawdę…

  4. Rapitoma mówi:

    Tak, ale tym, którzy chcą słuchać. Czasami mam wrażenie, że ludzie w egzekwowaniu tolerancji wobec własnych przekonań są bardzo nietolerancyjni wobec przekonań innych. (Nie nawiązuję w tym momencie do nikogo personalnie – żeby nie było). Czasem po prostu sami czujemy się nieszczęśliwi z naszym sekretem (niezależnie czego dotyczy) i dzielimy się nim z innymi, nie zwracając uwagi na to, ze to może ich unieszczęśliwić.

  5. Caviardage mówi:

    A jeśli sekretu nie ma [nie mówiąc już o prawdzie], jest tylko tabu… I wielka chęć dialogu, zrozumienia i akceptacji… ze strony bliskiej sobie osoby.

  6. Rapitoma mówi:

    Dialog, jak sama nazwa wskazuje, wymaga zaangażowania obydwu stron. Jak najbardziej należy wyrażać chęć i gotowość oraz pokazywać potrzebę, natomiast niestety należy poczekać na wyrażenie chęci i deklaracji gotowości z drugiej strony, inaczej będzie to monolog. Jesli chodzi o zrozumienie – cudowna rzecz, tylko pamiętajmy, abyśmy najpierw starali się zrozumieć innych, a potem oczekiwali zrozumienia z ich strony. Wiem, że jest to bardzo trudne, ale jedynie wtedy prawdziwe. Podobnie jest z akceptacją.

  7. Kallipygos mówi:

    Mnie zachwyca, jacy to co niektórzy są dobrzy dla innych. Taki np. przeciętny heteryk ma głęboko w dupie, czy ja mam chęć na dialog, tylko od razu mówi, co o mnie myśli. Ja natomiast mam się zastanawiać, czy on chce mnie słuchać, czy być może nie uraziłem jego heteroseksualnego światopoglądu. Nie mam zamiaru skamleć o to, żeby mnie ktoś łaskawie zaakceptował. Akceptuje? Super? Nie akceptuje? Niech idzie w diabły, bez względu na to, kim jest.

  8. Rapitoma mówi:

    Kallipygos – masz absolutną rację! Właśnie o to chodzi. Akceptuje mnie ktoś z moimi ułomnościami to dobrze, nie – to trudno. Ważne żeby samemu siebie zaakceptować. A kwestia otwartości na dialog? Cóż. Caviardage nie pisze o kimś “przeciętnym” tylko o osobie bliskiej, a to juz co innego :) Chcesz zmieniać świat? Zacznij od siebie! – coś w tym jest.

  9. Kallipygos mówi:

    Może dla Ciebie. Jadąc do ojca z zamiarem wyoutowania się – choć nie zakładałem, że dojdzie do rękoczynów – jechałem przygotowany na najgorsze. Wiesz dlaczego chciałem się wyoutować? Właśnie dlatego, że rodzina jest dla mnie ważna; dlatego, że uważałem, że powinni wiedzieć. Zaakceptowali – super. Gdyby nie zaakceptowali – poszliby w diabły.
    Nie mam tatuażu ‘homo’ na czole, ale jeśli ktoś jest ciekawy, z kim sypiam, to się dowie.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.